Jak już wcześniej wspomnieliśmy, ludność polska w roku 39 była przygotowywana do wybuchu wojny. Plac Narutowicza – miejsce, w którym w tamtym okresie przebywał pan Ryszard, było miejscem strategicznym dla ew. obrony Warszawy. Dlatego też mieszkańcy pobliskich kamienic otrzymali zalecenia, aby w miarę możliwości się przenieść w inne części miasta. Rodzina Zielińskich wraz z 8-letnim synem Ryszardem miała taką sposobność i przeniosła się do znajomych, mieszkających przy ulicy Wspólnej. Jak dokładnie wiemy z lekcji historii, w myśl Białego Wariantu (Fall Weiss), Niemcy dążyli do opanowania strategicznych punktów w Polsce, a jednym z nich była na pewno Warszawa. Dlatego też o 5:00 nad ranem, 1.września 1939 roku, zaatakowano stolicę z powietrza.
Wg pana Ryszarda, odgłosy towarzyszące bombardowaniom to przeżycie, którego nie da się wymazać z pamięci. Mieliśmy okazję zaobserwować w oczach oraz w głosie naszego rozmówcy, że nadal pamięta ten dzień. Nadal w uszach słyszy ten przerażający świst uderzanych pocisków i odgłos walących się budynków… Chyba nie umiemy sobie wyobrazić 8-letniego dziecka, przeżywającego takie chwile w piwnicy i zastanawiającego się wraz z innymi, czy po wyjściu na powierzchnię odnajdzie swój dom.
Te straszne chwile trwały aż do końca września (dokładnie 28.września), kiedy to po poddaniu się Warszawy, pan Ryszard z rodzicami mógł wrócić do swojego domu na pl. Narutowicza. Mieszkanie stało, jedynie od bombardowań nie posiadało szyb. 2 dni potem, do miasta wkroczyły pierwsze oddziały niemieckie. Wtedy też zaczęli wydawać pierwsze rozporządzenia, w języku polskim i niemieckim. Trzeba było zacząć żyć od nowa, jak na razie bez ojca, który był na wojnie. Jak mówi sam Sprawiedliwy, można było zaobserwować wielkie poczucie integracji Polaków w jakże trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźli. Obrazem, jaki pozostał w pamięci pana Ryszarda z czasu okropnego dla niego powrotu do domu, są widoki setek zabitych koni, w wielu przypadkach z widocznymi wnętrznościami.