Muzeum Historii Żydów Polskich

Piekło

Okolicznych mieszkańców przegoniono na Zieleniak, ten ogromny teren znajdował się przy dzisiejszej ulicy Banacha, idealnie nadawał się do tego, by tam spędzać ludzi. Rannego ojca nieśli wszyscy, nawet dziś Sprawiedliwy określa to jako cud:
„Ja do tej pory jestem zdumiony, że ludzie, którzy potracili wszystko, mieli jedynie swoje dwie ręce, pomagali nam nieść tatę – obcego dla nich człowieka”.
Cały czas szli pod kolbami karabinów, ograbiano wszystkich, gwałcono młode kobiety – a to wszystko na oczach 13 - letniego dziecka. Z Zieleniaka ludzi prowadzono na Dworzec Zachodni w Warszawie, skąd odjeżdżały pociągi do Pruszkowa. W tej podwarszawskiej miejscowości znajdywały się ogromne warsztaty kolejowe, a z racji tego, że były to bardzo duże tereny i posiadały połączenie kolejowe z Warszawą, stały się idealnym miejscem do przewożenia tam ludzi. Droga była straszna, pan Ryszard nazywa ją „drogą przez piekło”, ponieważ prowadziła wzdłuż palących się domów. Matka Sprawiedliwego – pani Kazimiera Zielińska rozkazała wtedy synowi, aby próbował się uratować, jednak pan Ryszard zaparł się i został na miejscu, chcąc być z rodzicami do końca. Na pierwszy pociąg zdążyli jedynie państwo Berek, którzy ciągle towarzyszyli rodzinie Zielińskich. Przed wejściem na dworzec pozostali jedynie ranny ojciec i matka wraz z synem. Zdawali sobie sprawę, że jest to bardzo niebezpieczne, jednak wyczerpani, nie mieli już sił przenieść rannego ojca dalej. Szczęśliwie przed świtem na dworcu pojawili się wieśniacy, którym obiecano, że jeśli sami się zgłoszą, to będą mogli ze sobą wziąć rzeczy. Oczywiście było to kłamstwo. W zamian za pomoc w przenoszeniu ich dobytku, pomogli przetransportować pana Zbigniewa na peron, a później do pociągu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz